Maski do włosów Kallos - Podsumowanie




Aktualnie moje ulubione maski do włosów. Wciąż szukam tej idealnej i jedynej maski, która będzie naaajlepsza spośród wszystkich, więc testuję sporo. Z Kallosów przetestowałam większość masek, działały one na moje włosy bardzo różnie. Znalazłam wśród nich oczywiście wielu swoich ulubieńców, ale zaliczyłam również tzw. bad hair day ;p Wielkim plusem wszystkich masek jest wydajność oraz cena. Cena ok 10-12 zł, za wielkie 1000ml pudło, a ok 5zł za mniejsze 275ml, to naprawdę niewiele. Maski starczają na bardzo długo. Ponadto posiadają wygodne opakowania (duże, plastikowe, odkręcane puszki), dzięki czemu produkt można wygodnie wydostać z opakowania. Nie trzeba się bawić w rozcinanie, czy płukanie opakować takich jak tubki, w których często zostaje spora ilość kosmetyku, ciężka do wydostania.


Kolejną cechą wspólną Kallosów jest konsystencja. Wszystkie maski posiadają taką samą, jednolitą, kremową konsystencję. Dla mnie osobiście jest ona idealna. Nie jest rzadka, nie spływa z włosów, nie jest też za gęsta i bardzo łatwo rozprowadzić ją na włosach. Poniżej zdjęcie maski Blueberry, bo obecnie jest to jedyny Kallos, którego mam w domu, ale uwierzcie ze pozostałe w środku wyglądają identycznie.

 

Poniżej lista i krótka recenzja (po kliknięciu w nazwę) każdej z przetestowanych prze ze mnie masek:

- Hair Pro-Tox


Obecnie kończę używać Blueberry, a następne w kolejce do przetestowania jest Color, na który czaję się już od dawna oraz nowość: Caviar. Może skusze się jeszcze na Chocolate, Vanilla i Argan. Oczywiście recenzje pojawią się na blogu. Nie przetestowałam natomiast i na pewno nie przetestuje maski Aloe i Milk. Znam swoje włosy i wiem ze te maski nie przypasowały by im zupełnie. Wszelkie proteinowe maski puszą moje włosy, używałam siostrzanej wersji Milk, maski Latte i moje włosy kompletnie się z nią nie polubiły, z kolei maski humektantowe z aloesem również robią na moich włosach puch. Protein i humektantów używam w niewielkich ilościach, tylko po to aby zachować równowagę proteinowo-humektantowo-emolientową, więc nie ma sensu kupować wielkiej maski, z którą będę się później męczyć.


Gdybym miała ocenić, która maska była najlepsza, a która najgorsza to wyglądało by to następująco:

1. Omega
2. Multivitamin
3. Banana
4. Cherry
5. Blueberry
6. Silk
7. Algae
8. Keratin
9. Latte

Moim zdecydowanym Kallosowym ulubieńcem jest Omega. Po tej masce naprawdę było widać efekty, włosy stały się miękkie i gładkie. Kolejną maską, która również dobrze poradziła sobie z moimi włosami była Multivitamin. Kolejne 3 (Banan, Cherry, Blueberry), zdały egzamin ciut słabiej, jednak byłam z nich również zadowolona. Efekt po ich użyciu był dość dobry, ale słabszy niż po Multivitamin i Omega. Miejsca ułożyłam wg. zapachu, Banana podobał mi się najbardziej, bo samo działanie masek było bardzo podobne. Kolejne: Silk i Algae, nie robiły na moich włosach prawie nic. Włosy były szorstkie, czasem lekko spuszone, odstawały we wszystkie strony świata. Zużywałam je najczęściej mieszając z olejkami lub innymi maskami. I ostatnie 2, dzięki którym zaliczałam same bad hair day to Keratin i Latte. Obie te proteinowe maski robiły na mojej głowie ogromny puch. Włosy było ciężko rozczesać i przez 2 dni trzymały się bardzo spuszone. Na szczęście miałam małe opakowania tych masek, więc czasem używałam ich do mieszanek. Odżywki Hair Pro-Tox nie uwzględniam w tym zestawieniu, ponieważ jest to odżywka bez spłukiwania. 

W ostatnim czasie Kallosy przeszły małą metamorfozę i zmieniły kolorystykę. Wcześniej kolorowe opakowania, stały się białe, ze srebrną etykietką, której jedynie środek pozostał w kolorze. Ale jest to jedyna zmiana. Cała reszta (cena, skład, konsystencja) nie uległy zmianie.

 

Kallos rozpieszcza nas również pod względem nowości. Dawniej większość masek (Algae, Omega, Blueberry, Banana, Cherry, Multivitamin, Aloe, Milk) były dostępne tylko w dużych 1000ml opakowaniach. Ostatnio pojawiły się w małych 275ml, jednak widziałam je tylko w internecie, może z czasem pojawią się stacjonarnie w sklepach. Dawniej w mniejszych opakowaniach były dostępne takie maski jak Silk, Color, Keratin, Latte. 




Dostępność Kallosów wciąż się powiększa. Dawniej np. w Hebe można było dostać tylko wybrane rodzaje masek (Keratin, Color, Silk, Latte, Argan, Vanilla, Chocolate), później stopniowo zaczęły pojawiać się kolejne: Banana, Algae, Cherry, Omega. Nie widziałam w Hebe natomiast maski Aloe, Blueberry oraz nowości Caviar. Może w Waszych Hebe są? Kallosy można również dostać w wielu sklepach fryzjerskich oraz wszystkie rodzaje są bez problemu dostępne w internecie. Słyszałam również, że od niedawna pojawiły się też w drogeriach Natura. Na stronie internetowej Natury jest Caviar, Multivitamin, Aloe oraz Blueberry. Będę musiała przejść się do Natury, może uda mi się zakupić Caviar? 
Kallosy posiadają również linię szamponów (niestety w najbliższym czasie nie planuję ich testowania, ale może któraś z Was je przetestowała?). 



A Wy używałyście już Kallosów? Macie wśród nich swoich ulubieńców?
Dokładne recenzje wszystkich wymienionych masek znajdziecie w osobnych wpisach.  Pamiętajcie, że każde włosy są inne, lubią co innego, ja opisuję tutaj jedynie moje subiektywne odczucia, ale może znajdzie się jakaś moja „włosowa siostra” o podobnych włosach, której ten wpis się przyda.

Komentarze

  1. Chyba będę musiała się po jakąś wybrać ;). Tak kusisz i kusisz tymi recenzjami ;p. Dzisiaj nałożyłam na włosy krem Ziaji i są nawet nawet. Bardziej delikatne i sypkie, ale to jeszcze nie to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ich taaaki wybór, że napewno znajdziesz coś dla swoich włosów :) A żeby znaleźć ten ideał to trzeba naprawde dużo dużo potestować ...

      Usuń

Prześlij komentarz