Laminowanie włosów żelatyną




Dziś przychodzę do Was z moją opinią na temat laminowania włosów żelatyną. Kiedyś robiłam ten zabieg może z 2-3 razy, z tego co pamiętam efekt był bardzo przeciętny, szału nie było (gdyby był na pewno robiłabym go znacznie częściej :) ). Nie posiadam żadnych zdjęć z tamtych doświadczeń, ani nie pamiętam już szczegółów, więc wykonałam laminowanie dziś, aby na świeżo móc podzielić się z Wami moimi odczuciami oraz co z pewnością najbardziej Was interesuje pokazać Wam zdjęcia i efekty.
O samym laminowaniu w internecie aż huczy. Informacje oraz artykuły na ten temat znajdziecie na wielu blogach i stronach internetowych. Nie będę zatem zanudzać Was teorią, bo wiem że znacznie bardziej interesują Was efekty i sam przebieg zabiegu, więc napiszę bardzo skrótowo. W teorii zabieg ten ma na celu wygładzenie i odżywienie naszych włosów. W niektórych artykułach znajdziecie nawet opinie, że dzięki niemu Wasze włosy będą wyglądały jak z reklamy (co jest grubą przesadą, bo niestety nie). Ponadto jest zabiegiem mocno proteinowym, więc można nim łatwo włosy przeproteinować i osiągnąć efekt wręcz przeciwny do zamierzonego.  

Laminowanie krok po kroku:


Zacznę od najważniejszego – czyli czego potrzebujemy ?

- Żelatyna (zwykła w proszku, do kupienia w większości sklepów spożywczych)
- Woda zimna i gorąca
- Wasza ulubiona maska/odżywka do włosów
- Wasz ulubiony szampon do włosów
- Foliowa siatka, albo czepek do włosów
- Ręcznik
- Suszarka do włosów (opcjonalnie)

 
1. Najpierw rozrabiamy żelatynę. Ja na moje cienkie, średniej długości włosy użyłam 1 łyżki żelatyny. Wsypałam ją do miseczki i zalałam 4 łyżkami zimnej wody, tak aby ułatwić jej późniejsze rozpuszczenie we wrzątku i zapobiec powstawaniu grudek. 



W tym czasie zagotowałam wodę w czajniku i po zagotowaniu wlałam ok 1/3 szklanki do przygotowywanej mieszanki. Łyżką mieszałam aż do całkowitego rozpuszczenia się żelatyny. Powstała lejąca ciecz, ciut gęstsza od wody o niezbyt miłym zapachu (nie zrażajcie się tym jednak, nie jest to intensywny zapach i po wymieszaniu w następnym kroku z maską zupełnie przestaje być wyczuwalny). 

 

2. Rozpuszczoną żelatynę odstawiłam do wystygnięcia i w tym czasie umyłam włosy szamponem (Łopianowy Herbal Care z Farmowy, ponieważ obecnie go używam) i osuszyłam włosy ręcznikiem.

3. Do wystudzonej żelatyny dodałam 2 łyżki maski Kallos Blueberry. 

 

Polecam Wam do przygotowywania mieszanki właśnie emolientowe maski. Żelatyna ma w sobie wystarczająco dużo protein i w połączeniu z proteinową maską może włosy przeproteinować. I mieszałam, aż do powstania jednolitej konsystencji. Konsystencja była dość lejąca, trochę klejąca, przypominała trochę kisiel.


4. Przystąpiłam do nakładania mieszanki na włosy. Użyłam w tym celu pędzelka takiego jak do nakładania farby i nakładałam mieszankę pasmo po pasmie. Resztkę, która została wmasowałam jeszcze na końcu we włosy, przeciągając po całych ręką. Włosy były strasznie sztywne, zlepione. 

5. Nałożyłam na włosy zwykłą, cienką, foliową siatkę i zrobiłam z ręcznika turban. Podgrzałam trochę suszarką i trzymałam na włosach ok 40min. 

6. Spłukałam mieszankę z włosów letnią wodą (u mnie wystarczyła sama woda, jeśli jednak sprawia Wam to trudność to umyjcie włosy szamponem).

7. Suszymy włosy, bądź zostawiamy do wyschnięcia. Ja moje włosy zawsze susze w te sposób, że zawijam w ręcznik, aby się trochę podsuszyły i tylko dosuszam suszarką w końcowej fazie (niestety nie mogę całkowicie zrezygnować z suszarki).  

*Proporcje mieszanki musicie dopasować same. Wszystko zależy od gęstości i długości Waszych włosów. 

Efekt:


Na moich nie lubiących się z proteinami włosach bardzo kiepski. Wprawdzie u góry włosy są gładkie i miękkie (zdjęcie tego tak nie oddaje), ale taki, a i czasem lepszy efekt uzyskuje po użyciu masek, olejków itp. Dół włosów wygląda tragicznie. Włosy są sztywne, końce ciężkie do rozczesania i bardzo sianowate, straszą wręcz … Sądze, że końcóweczki włosów, które pamiętają jeszcze przygodę z rozjaśniaczem zostały przeproteinowane, stąd taki efekt. Mam wrażenie, że kiedyś po żelatynie miałam trochę lepszy efekt. Nie jestem z zabiegu zadowolona i prędko go nie wykonam. Jeśli Wasze włosy nie lubią protein, to efekt na nich może być bardzo podobny. Jak zabieg działa na innych włosach nie mam pojęcia, może ktoraś z Was próbowała? Jednak moich on ani nie wygładził, ani nie są błyszczące. Są takie beż życia. Jedyne plusy to to, że wydają się być grubsze i u nasady są ładnie uniesione i na tym plusy się kończą. 

Poniżej zdjęcie przed (czyli po poprzednim myciu i użyciu maski Kallos Blueberry) oraz po, czyli po dzisiejszym zabiegu. Oceńce same. Dla mnie na zdjęciu przed włosy wyglądają o niebo lepiej. W dotyku wprawdzie są podobne, ale tylko u góry. Po masce końce były miękkie i gładsze niż po żelatynie. 

   Przed
                                                                              Po

Zastanawiałam się, czy w ogóle pokazywać Wam zdjęcia moich włosów. Do ideału brakuje im jeszcze naprawdę sporo.. Ale stwierdziłam, że włosomaniaczka to jest po prostu ta, która dba o swoje włosy i świadomie je pielęgnuje, a na efekty potrzeba czasu oraz cierpliwości. Do tego jak lepiej pokazać efekty niż zdjęciami ;p 

Plusy:
- Cena
- Włosy są grubsze
- Włosy ładnie uniesione u nasady

Minusy:
- Czas (potrzeba go znacznie więcej niż na zwykłe mycie)
- Łatwo włosy przeproteinować
- Włosy są matowe bez życia
- Spuszone końcówki trudne do rozczesania
- Brak efektu wygładzania

Komentarze

  1. Dla mnie z tą żelatyną też szału nie ma. Więcej dało mi chyba siedzenie z kremem na włosach niż żelatyna... Zróbcie proszę notke o tych porowatych włosach i proteinach itp.,bo ja nic nie rozumiem z tych określeń XD!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh Kitty Kawaii to prośba do Aga Ta :D ja też nie znam tych określeń i ich znaczenia dlatego włosy to działka Aga Ta :D

      Usuń
    2. Oczywiście, że będzie wpis o porowatości włosów :)

      Usuń
  2. Efekt po podoba mi się szczególnie u góry głowy :) super , jednak końcówki faktycznie napuszone, aż się proszą żeby je odciąć ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie u góry jest ok ale nie jest to nic spektakularnego ;p Końcówki kilka dni temu podcinałam (wiem, że powinnam całość co pamięta jeszcze rozjaśniacz ciachnąć) ale znam swoje włosy i wiem, że były by za krótkie i miałabym afro i kołtuny, wiec niszczyłabym je jeszcze bardziej szarpaniem i spinaniem toną wsuwek. Teraz dam im znów ciut podrosnąć i wtedy ciach rozjaśnione końce :)

      Usuń
  3. To ja w takim razie obejdę się bez tej żelatyny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na włosach wysokoporowatych i nie lubiących protein raczej się ona nie sprawdzi jak widać :)

      Usuń

Prześlij komentarz