Kallos Omega



Póki co jest to zdecydowanie mój numer 1 wśród Kallosów ! Kupiłam duże 1000ml opakowanie w Hebe. Skusił mnie jego emolientowy skład oraz to, że był akurat w Hebe. Moje włosy najbradziej lubią się z emolientami, więc szukałam emolientowych kosmetyków. Padło na Kallos Omega i nie żałuję tego wyboru ! Naprawdę jestem zachwycona działaniem tej maski. Patrząc na skład, który jest całkiem przyzwoity, ale jak to w Kallosach bywa, sporo wartościowych składników znajduje się za zapachem (Parfum), a więc w bardzo małych ilościach. Co warte odnotowania jednak na plus to fakt, że przed zapachem znajdziemy olej macadamia (Macadamia Ternifolia Seed Oil), często stosowany w maskach emolient (Cetearyl Alcohol). Natomiast za zapachem znajduje się kolejny emolient – olej z ogórecznika (Borago Officinalis Seed Oil) oraz standardowe dla Kallosów silikony (Cyclopentasiloxane, Dimethiconol). Skład jest krótki, nienajgorszy i mocno emolientowy.



Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Parfum, Borago Officinalis Seed Oil, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Co do stosowania maski to znów się powtórzę. Aby w miarę wiarygodnie porównać maski starałam się nakładać je w taki sam sposób, a więc na umyte włosy, a po spłukaniu maski zawsze nakładałam Mythic Oil oraz suszyłam włosy suszarką (nałożenie serum po masce, a przed suszeniem jest to po prostu takie must dla moich włosów). Po wysuszeniu włosów byłam bardzo bardzo pozytywnie zaskoczona działaniem maski Omega ! Włosy były mega lśniące i gładkie. Trzymały się ładnie proste, były sypkie, wygładzone, odżywione, miałam nawet wrażenie, że wyglądają na dużo mocniejsze i grubsze niż są rzeczywiście. Efekt taki trzymał się aż do następnego mycia, co było dla mnie mega zaskoczeniem ! Większość masek i odżywek (nie tylko Kallos), które używałam najczęściej efekt ładnych włosów trzymały do momentu pójścia spać, nieliczne jeszcze na drugi dzień, ale Omega naprawdę całe 3 dni do następnego mycia (moje włosy praktycznie się nie przetłuszczają, więc nie ma potrzeby myć ich codziennie). Co do zapachu Omega to był on taki jakby orzechowy, mdły i nie przypadł mi zbytnio do gustu, ale był na tyle delikatny i nie trwały, że nie przeszkadzał mi w używaniu tej maski, a jej zbawienne działanie na moje włosy w pełni mi to rekompensowało. Konsystencja jak zwykle typowa dla Kallosów kremowa, jak dla mnie w sam raz.
Jak do tej pory ta maska jest jedną z lepszych, jakie kiedykolwiek używałam. Bardzo dobrze radzi sobie z puszeniem się moich włosów. Nie musiałam jej tuningować, bo z efektów byłam tak bardzo zadowolona i  stwierdziłam, że po co zmieniać coś co jest naprawdę dobre? Jak tylko zużyje trochę zapasów kosmetycznych, które obecnie posiadam w domu na pewno znów kupię Omega ! Posiadaczkom puszących się włosów bardzo polecam ! 

Plusy:
-Cena
-Konsystencja
-Wydajność
-Dostępność
-Ułatwia rozczesywanie
-Dociąża włosy
-Nawilża włosy
-Wygładza włosy
-Odżywia włosy
-Pozostawia włosy gładkie aż do następnego mycia
-Całkowicie redukuje puszenie się włosów
-Wzmacnia włosy
-Sprawia, że włosy są lśniące

Minusy:
-Mdły zapach
-Skład (wiele wartościowych składników znajduje się w śladowych ilościach)
 
Pewnie zastanawiacie się czemu nie zostałam przy niej na stałe skoro działa tak dobrze? Otóż ja kocham testować nowości, wiecznie mam zapasy kosmetyków w szafie i jeszcze spora kolejka masek czeka na przetestowanie. Kuszą mnie również nowości. Lubię takie włosowe eksperymenty i odkrywanie coraz to innych kosmetyków oraz wiem, że pielęgnację trzeba też urozmaicać. Używana w kółko ta sama maska dostarczałaby włosom ciągle tych samych składników, a innych by im zwyczajnie brakowało, więc po czasie takiej jednostajnej pielęgnacji nasz ulubieniec mógłby zwyczajnie przestać działać tak jak działał wcześniej, bo nasze włosy upomniały by się też o inne składniki. Oczywiście, żeby nie zapomnieć o moich ulubieńcach i kosmetykach, po które więcej nie sięgnę stworzyłam sobie 2 listy: pierwsza to moi ulubieńcy i wypisuję na niej wszystkie kosmetyki, które na 100% kupię ponownie, albo w sytuacji kryzysu, gdy stan moich włosów bardzo by się pogorszył i potrzebowałabym na szybko czegoś sprawdzonego co wiem, że mi pomoże je okiełznać, a druga lista to kosmetyki, które się kompletnie nie sprawdziły i więcej ich nie kupię. Listy te na bieżąco uzupełniam i na pewno z czasem pojawią się one na blogu.

Komentarze

  1. Testowanie to jest to <3. Nie ważne, że mam jakiś sprawdzony krem, przecież jest tyle innych, które na mnie czekają! XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie i nie da się temu oprzeć :) Ale warto testować, bo często znajdziesz kolejne dobre kosmetyki albo nawet jeszcze lepsze :)

      Usuń

Prześlij komentarz