Kallos Latte


Na pierwszy ogień idzie maska do włosów Kallos Latte. Mój pierwszy Kallos, który testowałam. Miałam małe opakowanie 275ml, które kosztuje ok 5-6 zł. Dostępna w Hebe, sklepach fryzjerskich oraz przez internet. Typowa proteinowa maska. Zapach taki nijaki, ciężko określić, słodki trochę, konsystencja jak to u Kallosów kremowa, dla mnie osobiście w sam raz, ani nie za gęsta, ani nie za rzadka. Zawiera w składzie proteiny mleczne.



Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Parfum, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolyzed Milk Protein, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Na moich włosach totalny niewypał. Moje wysokoporowate włosy bardzo łatwo przeproteinować i ogólnie nie lubią się one z proteinami. Maski użyłam po umyciu włosów szamponem i osuszenie ręcznikiem. Nałożyłam maskę tak by pokryła całe włosy, spięłam klamrą i trzymałam na włosach ok 30-60 minut. Po tym czasie spłukałam i tak jak zawsze osuszyłam włosy ręcznikiem i nałożyłam na nie mój ulubiony Mythic Oil i wysuszyłam suszarką. Włosy były bardzo spuszone, wręcz splątane, szorstkie i strasznie odstawały we wszystkie strony. Tak właśnie zadziałały na nie mleczne proteiny. Zużyłam 1 opakowanie i maska trafiła na moją listę kosmetyków, których więcej nie kupie. Nie polecam dla włosów wysokoporowatych, cienkich, ze skłonnością do puszenia się. Natomiast posiadaczki włosów niskoporowatych, czy przetłuszczających się mogą spróbować, może proteiny mleczne uniosą trochę Wasze włosy ? 

Plusy:
-Cena
-Konsystencja
-Dostępność
-Wydajność

Minusy:
-Puszy włosy (proteiny)

Komentarze